DOŚWIADCZAĆ CHOPINA
Galeria »

Już od 6 kwietnia zwiedzać można nowe Muzeum Fryderyka Chopina - muzeum niezwykłe, pobudzające wszystkie zmysły zwiedzających. 

Muzyka, zapach i światło to tylko niektóre ze specjalnych efektów, które czekają, aby pobudzać zmysły widzów. Nowatorskie podejście do tematyki życia i twórczości jednego z najwybitniejszych polskich kompozytorów budzi uznanie zarówno wśród miłośników muzyki klasycznej i historyków, jak i artystów. Ideą Muzeum jest przede wszystkim indywidualne zwiedzanie i doświadczanie Chopina, dostosowane do wieku i preferencji odwiedzających. Własną ścieżkę zwiedzania można zdefiniować za pomocą biletu wyposażonego w technologię RFID. Preferencje zostaną zapisane na plastikowej karcie zbliżeniowej. Pozwoli to zgodnie z profilem zwiedzania eksplorować warstwę audio-wizualną Muzeum. Każdy z profili zwiedzania docelowo będzie dostępny w ośmiu wersjach językowych.

Ekspozycja została rozmieszczona na czterech poziomach warszawskiego Pałacu Ostrogskich, włącznie z piwnicą. Na każdej kondygnacji czeka zwiedzających zestaw różnorodnie sprofilowanych informacji na temat życia i twórczości Fryderyka Chopina, np. okresu warszawskiego czy działalności w Paryżu. Zależny od decyzji widzów poziom eksploracji sprawia, że oferta Muzeum trafi do różnorodnych odbiorców, bez względu na wiek i poziom przygotowania merytorycznego. Poszczególne elementy audiowizualne ekspozycji zostały skonstruowane w taki sposób, aby w Muzeum każdy odnalazł coś dla siebie, zarówno szkolne wycieczki, artyści, studenci poszukujący pogłębionej wiedzy, jak i osoby zainteresowane epoką, w której żył Chopin. Dlatego też, aby nie zakłócać indywidualnego charakteru doświadczania Chopina, Muzeum może zwiedzać jednocześnie około 70 osób. Pozwoli to w pełni wykorzystać potencjał placówki, umożliwi komfortowe zgłębianie zasobów muzealnych i swobodne korzystanie z multimediów. Wszystkie te cechy instytucji pozwolą na zmianę stereotypowego wizerunku „muzeum” jako nieciekawej, martwej ekspozycji. Muzeum Fryderyka Chopina już teraz stało się pewnego rodzaju centrum kultury. Organizowane są tu imprezy o charakterze artystycznym i edukacyjnym, jak np. koncerty znanych pianistów czy wykłady ekspertów z zakresu twórczości kompozytora.

 

Muzeum sensualne

 

Chopin przetrwa. Jego muzyka jest uniwersalnym językiem komunikacji człowieka. Kiedy gram Chopina wiem, że zwracam się bezpośrednio do ludzkich serc!

[Chopin endures. His music is the universal language of human communication. When I play Chopin I know I speak directly to the hearts of people!] [1]

Artur Rubinstein

W dwa stulecia jakie upływają od daty urodzin Fryderyka Chopina Muzeum jego imienia w Zamku Ostrogskich / Pałacu Gnińskich w Warszawie zainaugurowało nową swą odsłonę. Poza poddaniem gruntownej renowacji budynku mieszczącego Muzeum (przeprowadzonej przez pracownię architektoniczną Grzegory & Partnerzy Architekci), co prawie podwoiło powierzchnię użytkową gmachu nawiązującego do pierwotnego projektu Tylmana van Gameren i wraz z przekształceniem najbliższego jego otoczenia (z nowoczesnym Centrum Chopinowskim vis-à-vis Pałacu-Muzeum), najistotniejszym novum jest zaiste koncertowa ekspozycja. Stworzyli ją Ico Migliore i Mara Servetto (Migliore + Servetto Architetti Associati z Mediolanu) wedle założeń merytorycznych zespołu ekspertów powołanego przez Narodowy Instytut Fryderyka Chopina. Program ekspozycyjny ma umożliwić – jak mówi Alicja Knast, Kurator Muzeum – „doświadczanie Chopina”. W sposób treściwy poznawczo oraz bogaty w doznania prezentowane są tu: osobowość Fryderyka Chopina, trzydzieści dziewięć lat jego życia, dzieło Chopina, a także jego rozległe konteksty biograficzne oraz historyczne. Możemy je pogłębiać po dowolnym uruchomieniu licznych urządzeń multimedialnych.

W zapisie misji Muzeum mowa jest o takiej tożsamości placówki, która łączy wiedzę ze sztuką. A zatem kultywowana jest tu nie tylko pamięć o Chopinie. Geniusz prezentowany jest w sposób splatający poznanie z doznaniem, co jest trudnym do osiągnięcia celem, gdy pamiętamy często spotykane dowody na nazbyt bliskie pokrewieństwo między mauzoleami a muzeami. Zwłaszcza biograficznymi. W Muzeum Chopina udało się takiego skojarzenia uniknąć. Doznajemy gamy przeżyć. Istotną rolę w naszym współnastrajaniu z tematyką gra operowanie kolorem oraz światłem i cieniem. Wygrywana tu jest także partytura wiedzy historycznej: Księstwo Warszawskie, Królestwo Polskie, Warszawa, Powstanie Listopadowe, Paryż, Nohant, Europa Chopina, Emigracja, Wiosna Ludów, śmierć Chopina w 1849 roku. Wnikamy w jego świat, w światy jego utworów. Możemy je przeżywać wedle swych potrzeb, kompetencji, aspiracji. Doznajemy wirtuozerii na poziomie sztuki wystawiania sztuki oraz subtelnego kreślenia pejzaży osobowości twórcy. Przemierzamy „krajobrazy muzyczne”, owe soundscapes, jak mówią, Ico Migliore i Mara Servetto, autorzy brawurowych rozwiązań wystawienniczych w historycznych wnętrzach Zamku / Pałacu. Te dwie sfery – poznawcze i doznaniowe – pozostają w symbiozie, zachowując przy tym własny, odrębny charakter, co rzadko udaje się osiągnąć w tak fortunny i czuły sposób, jak doświadczamy tego teraz w Muzeum Chopina. Powstał złożony spektakl historyczny, artystyczny i przestrzenny. Poddany jednoczącemu programowi sensualnemu. Gdy docieramy do sali poświęconej okresowi związku Chopina z George Sand, słyszymy, wraz z wybieraną przez siebie muzyką
(i oglądając faksymile jej zapisu), pogłos śpiewu ptaków i szumu liści; przenosimy się do Nohant. Naczelna cecha rozpatrywanej ekspozycji to śpiewność. Ważna jest narracja odnosząca się do związków Chopina z kobietami. Inna cecha prezentacji to ujawniający się w niej absolutny słuch emocjonalny jej autorów.

Rozpatrując nowy układ wystawienniczy w Muzeum Chopina (posługujemy się też innymi niźli wzrok tylko zmysłami, do czego apeluje ekspozycja polegająca na synergii środków przekazywania wiedzy i wywoływania przeżyć), odczuwamy dążenie – spełnione, od razu powiem – do ukazania unikalności muzycznego geniusza wrażliwości, który w 1848 roku (rok przed śmiercią) pisał do Wojciecha Grzymały: „Czuję się sam, sam, sam, chociaż otoczony”[2]. W Muzeum Chopina budowana jest opowieść na temat osoby artysty odosobnionego w swojej wyjątkowości, w otoczeniu zdarzeń wybranych z losów osób z jego kręgu, z historii Polski i Europy jego czasów; z obrazów, tekstów, rekwizytów i reliktów (tu ważne, kiedy odbiorca wie, że ma do czynienia z autentykiem lub z kopią, reprodukcją czy faksymile, zwłaszcza w przypadku manuskryptów), z dźwięków, woni nawet, z wszechobecnej muzyki Chopina i z naszych wyborów drogi pośród polifonii tego bogactwa. Wchodzimy w nie, wpatrujemy się, wsłuchujemy. Przemieszczamy. Reagujemy na relacje aktywnie. Ustanawiamy własne relacje. Uruchamiamy instrumentarium interaktywne szczodrze (a zasadnie, by do woli dosłuchać, dopatrzeć, dowiedzieć się więcej) instalowane na naszej drodze. Wielu widzów spontanicznie daje wyraz swojego zapatrzenia i zasłuchania – zaciekawień i olśnień. Zamyśleń i radości. Nasze poruszanie się w przestrzeniach ekspozycji przecina się wciąż z drogami i pejzażami – krajobrazowymi oraz duchowymi – jakie przemierzał Chopin. Efektem jest poruszenie naszych myśli i serc. Jak pisze były dyrektor Musée Picasso w Paryżu, Gérard Régnier, powszechniej znany jako Jean Clair: „Dzieło sztuki nie jest ani jarmarczne, ani uniwersalne. Kultura – powtórzmy po raz kolejny – polega na uprawie, a następnie na ogrodzeniu przestrzeni kulturalnej, która nosić będzie nazwę ‘świątyni’, czyli templum, skąd pochodzi słowo ‘kontemplować’ ”[3] Muzeum Chopina to miejsce kontemplacji. Ale to także scena gry. Instrumenty z epoki i wszechobecna elektroniczna aparatura. Zestawione tak, że pozostają w symbiozie. Współgrają.

Muzeum Chopina zakłada aleatoryczność przekazu i form jego odbioru. Przewidzianych jest w nim jednocześnie nie więcej niźli około siedemdziesięcioro widzów. Chopinowska narracja toczy się na czterech kondygnacjach Zamku Ostrogskich / Pałacu Gnińskich. Swobodny odbiór treści wielokierunkowej, wielowarstwowej i posługującej się wielorakimi środkami ekspozycji jest gruntownie zaprogramowany. Pozostaje jednak dowolność wyboru jednej z trajektorii po sferach Chopinowskich, jak w kompozytorskich wskazówkach co do interpretacji jego nut: ad libitum albo rubato – dowolnie, swobodnie, w zmiennym rytmie. Spontanicznie. Prezentacja dodaje element aleatoryczny. Klasyczna definicja Wernera Meyera-Epplera mówi, że „aleatorycznymi nazywamy te zdarzenia, których przebieg jest z grubsza ustalony, ale w szczegółach zależy od przypadku”[4] Obstaję przy określaniu charakteru ekspozycji w Muzeum Chopina słowem aleatoryczny raczej aniżeli otwarty. Owa „otwartość” muzeów, bowiem, jest nierzadko w zgubny sposób pojmowana tak przez ludzi muzeów, jak i ich gości. Zwraca uwagę na ten dylemat Jean Clair, pisząc: „Muzeum – forum, muzeum otwarte. Ileż napisano o tych równie mglistych, co hojnych formułach. Otwarte jak rana, której grozi infekcja? Jak miasto, które okupuje wojsko?”[5]. W Muzeum Chopina, zaprojektowanym przez Migliore + Servetto, zachowano precyzyjny program ekspozycji. Swoboda odczytywania go pozostawiona jest określonej liczbie odbiorców – uczestników zdarzeń. Owszem, jest ono otwarte na współczesne nam formy reagowania na dziedzictwo Chopinowskie: w powstającej multimedialnej Księdze gości w przyziemiu Zamku Ostrogskich albo w programie wystawiania dzieł sztuki dzisiejszej, tworzonych w szerokim kontekście tematyki Muzeum Chopina. Otwarte, gdyż jego formuła zachęca, zmusza nieledwie, by doń powracać, odtwarzać i odmieniać swoje doznania. Poszukiwać współbrzmienia. I wtajemniczenia.

Ekspozycja cechuje się różnorodnym stopniem intensywności oraz wymagań stawianych odbiorcy wielogłosowego przesłania Chopinowskiego. Celem jest przybliżanie tego przesłania wszystkim. Przypomina to charakter rozbrzmiewającej wszędzie muzyki Chopina (udało się to zaaranżować bez wzajemnych zakłóceń). Muzyki, o której naturze Witold Lutosławski powiedział: „Natomiast Chopin … u niego zachowana jest równowaga trudności i celu. Kiedy następuje większa intensywność muzyki, tam się trudności potęgują, ale nigdy odwrotnie”[6]. Stopień zaawansowania przekazu w Muzeum Chopina piętrzy się. Widz wybiera dla siebie jego poziom.

Muzeum Chopina stanowi element struktury Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina. Wpisuje się w ciekawy przestrzennie układ urbanistyczny obrzeżony fragmentami ulic Okólnik oraz Tamka. Podkreślić należy jak wygląda samo wejście do muzeum. Jego przedsionek – kasy, informacja, kawiarnia i sklep muzealny umieszczone są u podnóża okazałych schodów prowadzących doń od Tamki. Tymi schodami wspinamy się do Pałacu, gdzie w sieni rejestrujemy i uruchamiamy za pomocą elektronicznego biletu swą wędrówkę po ekspozycji. Dostrajamy się do niej. Do Pałacu możemy też dotrzeć schodami od góry, ze strony wyżej położonego parku przylegającego do Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina. Znajdujemy się tu w centrum swoistego „majątku Chopinowskiego” ulokowanego w samym sercu miasta. Ruchliwa Tamka obrzeża owo dziedzictwo z jednej strony, a park i spokojny Okólnik ze strony przeciwnej, które w kontraście pospołu tworzą krajobraz wyciszenia; zawieszenie życia miejskiego. Umiejscowienie Muzeum Chopina w takim założeniu urbanistycznym doskonale wprowadza nas w owo historyczne, biograficzne i nade wszystko artystyczne teraz muzeum, w udatny sposób prezentujące twórcę muzyki, o której Robert Schumann mówił, że to „armaty ukryte pod kwieciem”[7]. Kiedy docieramy do Zamku Ostrogskich / Pałacu Gnińskich wchodzimy do wspaniałego nowego świata – w przestrzenie oznaczone precyzyjnie w zgodności z jasną narracją – do  Muzeum rozlegającego się na czterech kondygnacjach (możemy skorzystać z niewidzialnej windy zaledwie muskającej historyczną architekturę). Sale są jak improwizacja, jak fantazja. To model do składania. Przemierzaniu sal towarzyszy radość – nieczęste doznanie w muzeach. Pamiętać przy tym warto oksymorony, jakimi charakteryzowali muzykę Chopina Heinrich Heine: „bolesna rozkosz”, Ferenc Liszt: „gorzkie szczęście”, czy Albert Einstein: „gorzka radość”[8]. Ta gorycz ujawnia się, gdy wczytujemy się w losy, w uczucia, w historie. Pobrzmiewa ona w muzyce i w naszej pamięci. Muzeum nie stroni od nauki mądrości. Unaocznia i uświadamia sprzeczności składające się na naturę oraz istotę sztuki. Muzeum sztuki to przecież także oksymoron: martwa natura (nature morte) albo unieruchomione życie (still life). Trwanie.

Przechadzając się po salach ekspozycji w Muzeum Chopina warto rozważać zdanie, jakie zapisał Roger Scruton: „Muzyka nie jest sztuką przedstawiającą, ale podziela pewną ważną cechę ludzkiego życia, a mianowicie jest zorganizowanym ruchem”[9]. A także być pomnym ogólnych jego refleksji na temat naszej kultury, co pozwala dostrzec, że muzeum to, dalej cytując Anglika: „najcenniejsza skarbnica moralna w świecie, który dotarł do nowoczesności. Zawiera wiedzę o tym, co czuć w świecie, w którym uczuciu nieustannie grozi zgubienie drogi”[10]. Ico Migliore, Mara Servetto, projektancji i Alicja Knast, kurator – autorzy ekspozycji w Muzeum Chopina fortunnie i trafnie uobecnili tu emocje. Apelując do umysłów i zmysłów odbiorców trafiają wprost do ich serc, jak w słowach Rubinsteina składających się na motto moich uwag.

 

Jesień 2010 roku                                                                                           Jaromir Jedliński  

 

 


[1] Cyt. za: Artur Rubinstein. The Chopin Collection. The Concertos, broszura dodana do płyty CD, RCA 1986

[2] List Fryderyka Chopina do Wojciecha Grzymały, Johnston Castle, 4-9 września 1848, Korespondencja Fryderyka Chopina, opr. Bronisław Edward Sydow, t. I-II, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1955, t. II, s. 274.

[3] Jean Clair, Kryzys muzeów. Globalizacja kultury, tłum. Jan Maria Kłoczowski, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2009, s. 43.

[4] Werner Meyer-Eppler, Statistische und psychologische Klangprobleme, „Die Reihe” 1955, Band 1; polskie brzmienie definicji cytuję za: Witold Lutosławski, Postscriptum, Fundacja Zeszytów Literackich, Warszawa 1999, s. 81.

[5] J. Clair, op. cit., s. 31.

[6] W. Lutosławski, op. cit., s. 43.

[7] Słowa Roberta Schumanna z Neue Zeitschrift für Musik (1836), cytuję w polskim brzmieniu za: Mieczysław Tomaszewski, Chopin, PWM, Kraków 2010, s. 291.

[8] Cyt. za: M. Tomaszewski, op. cit., s. 278.

[9] Roger Scruton, Kultura jest ważna. Wiara i uczucie w osaczonym świecie, tłum. Tomasz Bieroń, Zysk i S-ka, Poznań 2010, s. 80.

[10] Ibidem, s. 106.