WTRĄCENIA. PROGRAM KURATORSKI
Galeria »

Podczas krótkiego pleneru studentów z Pracowni Audio Sfera działającej na Wydziale Komunikacji Multimedialnej Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu, udało się wykorzystać efekt pierwszego spojrzenia. Uczestnicy tej konfrontacji nigdy wcześniej nie odwiedzili Muzeum Fryderyka Chopina w Żelazowej Woli. Przed przyjazdem na miejsce studenci zapoznali się z filmem Krystiana Burdy z 1960/1 pod tyt. "Droga do Żelazowej Woli". Stało się to specyficznym wejściem w temat  zakodowany w dziele sztuki z przed 52 lat. Tego typu doznanie zostało poddane konfrontacji z nowoczesnym wizerunkiem instytucji kulturalnej. Krótki pobyt młodych adeptów sztuki wyzwolił chęć zamanifestowania swoich odczuć, pogłębienia refleksji na temat faktów historycznych, układu parku i wizji rozwoju Muzeum. Bardzo młody wiek uczestników pleneru, może stać się gwarantem działań bardziej swobodnych, bezkompromisowych z specyficznym dystansem do instytucji jakim jest Muzeum.
W przeważającej większości młodzi artyści zrealizują obiekty / rzeźby / instalacje artystyczne site-specific czyli takie które bezpośrednio odnoszą się do otoczenia w którym się znajdują. Kontekst  parku oraz rytm tak mocno akcentowany w filmie Burdy jest bezpośrednim bodźcem do realizacji w tym wyjątkowym z punktu widzenia historii miejscu.

Wystawa ma charakter progresywny, składający się z kilku odsłon, poszczególnych wernisaży każdego z artystów. Prace będą nawarstwiać się w przestrzeniach parku, mogą wchodzić z sobą w „dialog”, mogą też być „monologiem” w efekcie czego pojawi się wiele nieprzewidywalnych kontekstów.

W wystawie udział biorą: Aleksandra Godlewska, Aleksandra Krasnodębska, Grupa OKO (Aleksandra Grunholz, Klaudia Jarecka, Olga Ozierańska), Hubert Wińczyk, Katarzyna Postaremczak, Maciej Rudzin, Mateusz Dryjer, Mikołaj Podworny, Tomasz Koszewnik, Wiktoria Bukowy.

Kuratorzy merytoryczni: Maciej Janicki, Mariola Wojtkiewicz

Kuratorzy artystyczni: Leszek Knaflewski, Daniel Koniusz

 

I. Park / Obszary ingerencji 

Wyznaczając park, odcinamy otoczenie. Nawet jeśli park staje się obszarem zintegrowanym z nim w krajobrazowy sposób, pozostaje przeciwstawieniem.

Wyznaczając park, określamy nawias, w którym komponujemy inność. Staje się ona wtrąceniem w ciągłość rzeczywistości, deklinując „otaczające nas”. Zmieniając nasze widzenie nie tylko tego, al. innych miejsc, które nastąpią po nim.

Ingerując w zabytkowy park, konfrontujemy swoje postawy estetyczne z wymiarem konserwatorskim, prawnym, organizacyjnym, instytucjonalnym, a szerzej ujmując, światopoglądowym. Ingerencja i sprzeciw wobec nich pokazuje granice. Pokazuje nas samych. Nasze ograniczenia. Nie zawsze rozumiane negatywnie.

Ingerując w zabytkowy pomnik, zmieniamy poprzez dodane rejestr/kondycję obecnego „od zawsze” narratora. Dawny głos nie jest już tak pewny, a myśli mogą wydać się zaburzone albo dziwnie niespójne. Inne.

Wyznaczając „Drogę do Żelazowej Woli” Krystian Burda w 1960 roku zamierzał ustawić abstrakcyjne formy przestrzenne na odcinku dziesięciu kilometrów. Widziane z jadącego samochodu miały grać rytmem, zmieniać perspektywy. Wtopione w pejzaż, ingerować swoją obcą formą. Obcą, choć na poziomie abstrakcyjnego rytmu mającą wspólny mianownik z naturą i pejzażem, który jest naturą, al. widzianą komponującym okiem kultury.

Nadpisując/wpisując w park interwencje, młodzi artyści wyznaczają swoją drogę do Żelazowej Woli, czasem do przyrody i architektury, czasem do Chopina, rytmu w muzyce, w sztuce. Określają swoje miejsce w i wobec Żelazowej Woli. Wprowadzają własny kulturowy rytm albo wychodzą naprzeciw naturalnym procesom natury poddawanej w parku dyscyplinie rewitalizacji zbliżającej ją czasami do „sterylności” współczesnych miast.

 

II. Wtrącenie / Przejście

Wtrącając, wpisujemy uwagi w zamknięty, przynajmniej w założeniu konserwatorskim, tekst. Komentarze na marginesach, al. też między liniami/planami. Nie tylko chcemy czytać między wierszami, al. między nimi pisać. Tak, jak pisze między wierszami każda interpretacja, nawet kanonicznego tekstu. Piszemy tę interpretację swoim światem, indywidualnym, choć często pokoleniowym, środowiskowym, światopoglądem.

Wtrącając, zderzamy się ze zdaniem swoim, usłyszanym w nieznanym kontekście. Wtrącając, wytrącamy się z bezpiecznej pewności.

Wtrącając obce w rozpoznane, badamy poczucie odrzucenia, nieoswojenia. Nieintegralność rzeczy może uświadomić „ukryte” w nas samych. Takie, o którym nie chcemy pamiętać/widzieć/słyszeć albo z którym się nie identyfikujemy. Wtrącając znane w rozpoznane, badamy stopień i granice zmiany akcentów. Integralność rzeczy może uświadomić „znane” nas samych. Takie, które chcemy afirmować albo chcemy czuć się z nim tożsami.

Wtrącając, zaburzamy rytm głównego tekstu. Nie jest to niekiedy tylko synkopa, al. inny porządek rytmiczny. Wtrąciwszy, możemy wydobyć ukryty albo niesłyszany dotychczas rytm zjawisk. Muzyka Chopina jest warstwą pejzażu dźwiękowego parku, jego kontrapunktem, ale jednocześnie obcością wobec naturalnego rytmu/naturalnych rytmów natury. Te drugie, nieprzewidywalne w swojej organiczności dialogujące z tą pierwszą, tak przecież organicznie związaną z życiem kompozytora, dłońmi pianisty, odczuwaniem dźwięków ciałem.

Przechodząc, mamy w pamięci zobaczone i nakładamy je na przyszłość. Przesłanianie przemienia widziane.

Przechodząc, nieuprzedzeni możemy pominąć, al. nieuprzedzeni możemy też spostrzec niewidziane. Z sakralności miejsca wydobyć możemy fałsz wysokiego rejestru albo świeżą wzniosłość.

Przechodząc, możemy wyjść z utartych przyzwyczajeń. Jeśli wtrącenie jest wyminięciem samego siebie.

Przechadzając się po parku wtrącamy w niego samych siebie.

[Maciej Janicki]

 

W swojej pracy dyplomowej, filmie "Droga do Żelazowej Woli" z 1960 roku, młody Krystian Burda przedstawił nietypową na ówczesne czasy wizję pomnika upamiętniającego twórczość Chopina. Obraz ten stał się dla studentów Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu, punktem wyjścia do pogłębionej kontemplacji miejsca wyjątkowego zarówno ze względu na aspekt historyczny jak i architektoniczno-krajobrazowy, jakim jest Muzeum Fryderyka Chopina w Żelazowej Woli. Efektem tego są obiekty, rzeźby, instalacje artystyczne site-specific (czyli bezpośrednio odnoszące się do otoczenia, w którym się znajdują).

W filmie dominuje zagadnienie rytmu: rytm kroków, rytm drzew obserwowanych z jadącego samochodu, rytm klawiszy fortepianu. Słownikowo pojęcie to związane jest przede wszystkim z dwoma dziedzinami: biologią i muzyką. W chopinowskim parku te dwa znaczenia łączą się na swój szczególny sposób. Starannie rozplanowany układ zieleni, alejek. Zorganizowana przyroda. Zacisze, pozwalające odpocząć, pomyśleć, usłyszeć więcej. Ponadto Dom Urodzenia Chopina, w którym znajduje się kolekcja jego zapisków muzycznych, nut, instrumentów – przedmiotów, zawierających w sobie namiastkę lub obietnicę muzyki.

W ten dawno określony układ studenci wprowadzają dyskretnie nowe elementy. Odnoszą się do ukształtowania przestrzeni oraz do specyfiki parku, związanego z jednym z najważniejszych polskich kompozytorów. Fontanna-metronom, kładka-pianino, dźwiękowa karuzela (coś na kształt ogromnej pozytywki, grającej nieprzewidywalną melodię), umieszczona na drzewie rynna, z której dobiega niezwykła deszczowa piosenka. Różnorodne dźwięki nawarstwiają się, nakładają się rytmy, instalacje tworzą wzajemne powiązania. Stukanie dzięcioła w korę drzewa, kontemplacyjne utwory muzyki elektronicznej, z których każdy dedykowany jest innej fazie księżyca – cykle, pętle, fale dźwiękowe.

Wszelkie odgłosy wyzwalają w myślach skojarzenia. Niewiedza daje jeszcze większe pole do popisu wyobraźni. W małym drewnianym domku, szczelnie kryjącym swoją zawartość, którą sugerować mają wydobywające się z głośnika dźwięki, fantazja przechodnia, przypadkowego „słuchacza”, umieszcza kolejne obrazy: śpiewającej dziewczynki, roju pszczół, jadącego pociągu…

Obok ingerencji muzycznych pojawiają się subtelne „intrygi wizualne”. Zastygłe w stałym stanie skupienia nienaturalnie wielkie „krople”. Umieszczone na przeciwległych płaszczyznach pod mostem krzywe zwierciadła, przekornie poszerzające przestrzeń zadbanego parku. Przymocowana do dna stawu i dryfująca jak boja, ogromna lustrzana kula dyskotekowa, grająca refleksami światła. Czy wieloelementowy ekran dla słońca, oferujący złudzenia optyczne; poprzez swoją falującą strukturę przywołujący na myśl pojęcie rytmu biologicznego.

Pojawia się też wreszcie możliwość legalnego zboczenia z utartej drogi parkowej – na spiralną ścieżkę do nikąd, zainspirowaną modelem matematycznym nazwanym ciągiem Fibonacciego, który znajduje swoje odzwierciedlenie w sposobie rozmieszczenia liści na łodygach roślin, czy też w liniach melodycznych.

Natura inspiruje w coraz to inny sposób. Pod tym samym niebem – zmienia się postrzeganie rzeczy. Czyjś dom staje się muzeum.

Trafiając po raz pierwszy do parku podczas pleneru Pracowni Audio Sfery, swoje osobiste odczucia i refleksje związane z filmem „Droga do Żelazowej Woli”, studenci poznańskiego Uniwersytetu Artystycznego skonfrontowali z nowoczesnym wizerunkiem instytucji kulturalnej. Prace tworzyli więc mając na względzie przeszłość historyczną, teraźniejszy wygląd, funkcję parku-muzeum oraz wizję jego rozwoju. Kluczowym pojęciem pozostał rytm.

Aby go poczuć wystarczy uzmysłowić sobie układ parkowych alejek. Cykl następujących po sobie odsłon księżyca. Znaleźć pewne prawidłowości w otaczającym świecie.

[Dominika Miakisz]