SZEŚCIOLINIA. WERNISAŻ PRACY «POMAGANIE SOBIE DŹWIĘKIEM PRZY OGLĄDANIU OBRAZU» WOJCIECHA BĄKOWSKIEGO
Galeria »

W niedzielę, 3 lutego 2013, o godz. 15:oo w Muzeum Fryderyka Chopina odbył się wernisaż pracy Wojciecha Bąkowskiego zatytułowanej "Pomaganie sobie dźwiękiem przy oglądaniu obrazu"; praca została zrealizowana w trwającym do jesieni 2012 roku cyklu "Sześciolinia. Interwencje dźwiękowo - wizualne".

W ramach cyklu "Sześciolinia" swoje prace w Muzeum Fryderyka Chopina zrealizowali dotychczas Konrad Smoleński ("Pleśń"), Leszek Knaflewski ("Sit down and fight") oraz Daniel Koniusz ("Utwory").

Cykl "Sześciolinia" to realizacje sześciu młodych artystów, których prace odnoszą się pośrednio lub bezpośrednio do osoby samego Chopina, zagadnień muzealnictwa, naszych nawyków związanych z patrzeniem i słuchaniem, problemów współczesności oraz przenikania się sztuki i życia. Instalacje umieszczane są w przestrzeniach "marginalnych" (nieekspozycyjnych) Muzeum, takich jak schody, kładki, zakamarki, korytarze...

Kuratorem merytorycznym projektu jest kurator Muzeum Fryderyka Chopina Maciej Janicki, kuratorami artystycznymi - Leszek Knaflewski oraz Daniel Koniusz.

Dwa kolejne wernisaże cyklu odbędą się 10 oraz 24 lutego b.r. (niedziele) o godzinie 15:oo. Serdecznie zapraszamy!

Wystawa znajduje się na poziomie -1, w Sali "Kompozytor".

...

Pomaganie sobie dźwiękiem przy oglądaniu obrazu nie jest niczym nowym. W rozumieniu sztuki od zawsze pomagamy sobie innymi sztukami. W rozumieniu sztuki pomagamy sobie także nauką – i na odwrót. Światowej sławy fizyk, laureat Nagrody Nobla, Frank Wilczek, w przedmowie do swojej książki „Lekkość bytu”, której tytuł inspirowany był "Nieznośną lekkością bytu" Milana Kundery, pisze:

Oczywiście sposób, w jaki Kundera zmaga się z [...] problemami, wykorzystując narrację i sztukę, jest odmienny od tego, jaki ja przyjąłem w niniejszej książce, w której posługuję się nauką i (lekką) filozofią. [...] W moim przypadku zrozumienie ukrytej głęboko struktury rzeczywistości sprawiło, że Byt stał się nie tylko znośny, ale wręcz magiczny – i czarowny. Pomagając sobie innymi dziedzinami wiedzy rozumiemy bowiem lepiej. Pełniej.

Synkretyzm był w sztuce obecny od zawsze. Muzyka w balecie pomagała zrozumieć taniec, muzyka w operze pomagała zrozumieć tekst i zawarte w nim emocje, muzyka filmowa pomagała wczuć się w akcję filmu. Istniał nawet specjalny zawód (taper), który zasadzał się na pomaganiu (innym) dźwiękiem przy oglądaniu (niemego) obrazu.

Podobnie było z pomaganiem sobie tekstem przy słuchaniu dźwięku. Muzyka zachodnioeuropejska przez wieki wyżej ceniła utwory z tekstem niż czysto instrumentalne. Był czas kiedy sama chciała być tak plastyczna jak obraz, stąd naśladujące rzeczywistość malarstwo dźwiękowe, muzyczne sceny batalistyczne, dźwiękowe burze, teoria figur retorycznych, teoria afektów posługująca się katalogiem stanów emocjonalnych, które muzyka miała niemal naukowo wywoływać... Dziewiętnasty wiek wyprodukował zaś setki stron literackich programów dołączanych do utworów. A wszystko to po to, aby sobie pomóc.

Tylko u Bąkowskiego nie ma obrazu. Jest biało.

[Agata Mierzejewska]

 

Praca Pomaganie sobie dźwiękiem przy oglądaniu obrazu to obiekt kinetyczny. Składa się z oprawionej w ramę rolki papieru, mikrofonu kontaktowego, głośnika i silnika elektrycznego. Szeroka, papierowa panorama, będąca rodzajem taśmociągu, przesuwa się wolno w kierunku poziomym, a zamocowany na ramie miniaturowy mikrofon, przylegając do papieru, nagłaśnia dźwięk delikatnego tarcia.

Obiekt jest modelem sytuacji zmysłowej. Ruch papieru wyraża czynność omiatania wzrokiem przestrzeni. Dźwięk dobiegający z głośnika pomaga zapełnić pustkę, której odczucie potęguje brak jakichkolwiek treści na wędrującym papierze.

W sensie metaforycznym moja wypowiedź odnosi się do problemu wpływania na recepcję zdarzeń za pomocą muzyki. Dotyczy to każdej muzyki, która potrafi ściśle przylgnąć w skojarzeniu do jakiegoś obrazu, zdarzenia lub wewnętrznego przeżycia. W polskiej świadomości zbiorowej szczególne miejsce pod tym względem zajmują utwory Fryderyka Chopina. Te dzieła, często wykonywane i odtwarzane publicznie, zapełniają pewną przestrzeń odczuwania chwil uroczystych, smutnych, bądź nudnych. Można je usłyszeć na uroczystościach państwowych, pogrzebach i w sekretarkach automatycznych. Ten ostatni przykład najlepiej koresponduje z przekazem mojej pracy. Wypełnienie tych miejsc duszy, które pozostawione puste mogą unieść człowieka w niewłaściwym kierunku, jest jednym z zadań utworu artystycznego. Często muzyka pokazuje, jak mamy się czuć. W moim obiekcie surowy dźwięk wzmacnia szarą jednolitość i monotonię pejzażu.

[Wojciech Bąkowski]

 

Autor Filmów mówionych w pracy prezentowanej w Muzeum Chopina nie wypowiedział ani słowa. Słowa w twórczości tego artysty wyrzucanego zwykle spazmatycznie z głębi usterkowo działającej (pod)świadomości.  Słowa nieokrzesanego i prawdziwego. Nie zniekształconego konwencjami.

W Pomaganiu sobie dźwiękiem przy oglądaniu obrazu zaproponował radykalną redukcję. Jego praca sugeruje obraz na ścianie. Biały obraz w ramie nie przedstawiający niczego poza sobą i nie odsyłający do niczego poza sobą, który przywołuje podejmowane przez modernistów rozważania o ograniczeniach obrazowania i specyfice tego medium. O ascetycznej abstrakcji, która mówi, że jest niczym poza materialnością płótna i farby. Przymocowany do ramy głośnik w delikatnie ironiczny sposób przypomina o toposie malarstwa, któremu brak tylko głosu, żeby być idealnym naśladowaniem natury.

Interwencja Bąkowskiego sugeruje obraz/obiekt kinetyczny. W propozycjach op-artowskich sięgano jednak po wizualną atrakcyjność, a dźwięk traktowano jako efekt uboczny, skupiając się na wyrazistości geometrycznych form i uzyskiwanemu dzięki ich ruchowi złudzeniu optycznemu. W pracy Bąkowskiego dominuje jednostajny ruch, jednak nie uruchamia on złudzenia optycznego, a każe patrzeć na margines albo nieobecność. I słuchać marginalnego.

Dźwięk w Pomaganiu sobie dźwiękiem… jest, podobnie jak biała, zaloopowana kartka papieru, radykalnie zredukowany. Próżno szukać bardziej pierwotnego odgłosu niż tarcie. Tarcie mikrofonu o przesuwający się, „wyzerowany” wizualnie papier przypomina dźwięk przenoszony przez igłę gramofonową przed albo po utworze. Może jest to sejsmograf albo maszyna rysująca w duchu zen? A może gramofon do słuchania faktury papieru? Linia jednak nie powstaje, choć obecny jest dźwięk tarcia, przemijalny natychmiast ślad akustyczny wobec utrwalanego z założenia, choć w tym przypadku nieobecnego, śladu wizualnego.

Robert Morris Box with the Sound of its Own Making (1961) umieścił wewnątrz minimalistycznego, sześciennego obiektu głośnik odtwarzający dźwięki, które powstawały podczas wykonywania Pudełka. Praca Bąkowskiego dźwiękiem mówi o swoim ustawicznym stawaniu się na oczach/w uszach widza/słuchacza. Staje się katharsis oczu i uszu.

[Maciej Janicki]


Wojciech Bąkowski (1979) – Absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu, dyplom w Pracowni Audiosfery prof. Leszka Knaflewskiego. Poeta, autor filmów animowanych, prac wideo, muzyki, obiektów audio. Skupiony na języku mówionym, często cytuje zasłyszane frazy, budując z nich poetyckie narracje. Członek grupy Penerstwo. Lider zespołów KOT i Niwea. Laureat Nagrody Fundacji Deutsche Bank w konkursie „Spojrzenia” w 2009 roku oraz Paszportu Polityki w 2010 roku. W latach 2009-11 autor cyklu rysunkowego w Gazecie Wyborczej Tu mam taką rubrykę na rysunki.  Uczestnik szeregu wystaw w Polsce i zagranicą, m. in. w Zielonej Górze, Sopocie, Warszawie, Poznaniu,  Londynie, Rzymie, Berlinie, Nowym Jorku.